Pilnuj kosztów, zyski zatroszczą się same o siebie
Andrew Carnegie 

Co w trawie piszczy ...

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 39

Złudne nadzieje.

Wszyscy czekali na zmiany w podatkach, lecz nic z tego nie wyszło; jak było tak będzie, chyba, że premier o czymś chciał zapomnieć.

Wystąpienie naszego Premiera w tzw. drugim expose dawało nadzieję na jakiś przełom, także w zakresie zmian w podatkach. Niestety, ci którzy się tego spodziewali, muszą odczuwać niedosyt. Z zapowiedzi p. Premiera wynika, że żadnych zmian nie będzie .... choć my wiemy, że szykowana jest prawdziwa rewolucja w podatku VAT. Jak zwykle w drugą stronę, to jest większego skomplikowania i zmiany przepisów, a nie ich uproszczenia. W projekcie nowelizowanej ustawy o VAT m.in. zakłada się bowiem zmiany w podejściu do fakturowania oraz czasu powstania obowiązku podatkowego. Każdy podatnik będzie musiał też wdrożyć regulaminy fakturowania, bo bez tego prowadzenie działalności nie będzie możliwe.

Usłyszeliśmy także, że „umowy śmieciowe" będą opodatkowane i „ozusowane" jak dotychczas, co oznacza, że tzw. drugie expose w sprawach podatkowych było w całości zbędne. Potwierdza to również zapowiedź wprowadzenia metody kasowej w VAT, choć metoda ta dla małych podatników dawno już istnieje. Nie usłyszeliśmy natomiast z ust p. Premiera, co zrobić, by na przyszłość państwo zabezpieczyło swoich obywateli przed różnego rodzaju „Amber Goldami" oraz dawało gwarancję, że podwykonawcy z tytułu budowanych autostrad i innych stadionów – nie zbankrutują. Nade wszystko, nie usłyszeliśmy nic o tym - jak poprawić (czytaj: uprościć) system podatkowy, by stymulował, a nie utrudniał rozwój przedsiębiorczości i jak zapobiec stratom podatkowym i zbędnym kosztom, które mają miejsce w redystrybucji budżetowej.

Po co więc ten cały sejmowy spektakl?


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 38

Igrzyska a podatki.

Jak wydatkować nasze podatki, by zdobyć 10 medali. Co ma matematyka do wydawania pieniędzy i dokonań sportowych?

Igrzyska XXX Olimpiady w Londynie za nami. Ta, największa na świecie impreza sportowa, zakończyła się dla nas Polaków – zdobyciem dziesięciu medali i zajęciem 30 miejsca wśród ponad dwustu państw, biorących udział w zawodach. Według powszechnej oceny, osiągnięte wyniki naszej reprezentacji były słabe, jak na prawie 40 milionowy kraj, który odnosił w przeszłości o wiele większe sukcesy. Może ktoś zapyta – a co to ma wspólnego z naszymi podatkowymi, i nie tylko podatkowymi felietonami ? Otóż ma, i to więcej, niż nam się wydaje. A to dlatego, że nasze podatki przeznaczone zostały na sport, a w związku z tym mamy prawo do oceny, czy wydatkowanie to było prawidłowe.

Uważam, że nie, a nawet więcej, bowiem te 130 mln zł wydatkowane na 4-letnie przygotowanie naszej reprezentacji zostało po prostu zmarnowane.
I tu trzeba oprzeć naszą argumentację na matematyce. A więc policzmy; jeśli 130 mln zł, wydano na przygotowania ponad 200 sportowców, to znaczy, że miesięczny wydatek na 1 zawodnika stanowił kwotę ok. 1.400 zł, bo ok. połowę z niej przeznaczono na działalność związków sportowych i ich działaczy. Nawet dla laika staje się jasne, że za takie pieniądze, nie da się przygotować formy na najwyższym światowym poziomie. Poza tym, co najmniej połowa reprezentacji pojechała do Londynu bez większych szans na sukcesy, gdyż wcześniej nie mieściła się w czołówce rankingów.

Ten oczywisty wniosek znalazł swe odbicie w ocenie, dokonanej po igrzyskach przez Panią Minister J. Muchę, która zapowiedziała wielką reformę sportu. Wielką i długą, bowiem według Pani Minister, reforma ta, trwać będzie od 12 do 16 lat, bez żadnej gwarancji, że się uda. W tym stanie rzeczy, należy przyjąć, że nasze podatki na sport będą poddawane eksperymentom, z których nic nie wynika. Gdyby jednak, ktoś chciał także zapytać o odpowiedzialność za marnowane podatki, w tym na ostatnie pseudo sukcesy naszych sportowców, to odpowiedzi, raczej się nie doczeka.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 37

Piłkarskie Euro – sukces czy porażka.

Spodziewaliśmy się znacznie więcej – sukcesów piłkarzy, nowych autostrad, dróg i stadionów. Wyszło jak wyszło, choć z naszych podatków przeznaczonych na tę imprezę można było zrobić znacznie więcej.

Półrocze za nami, Euro za nami, i nareszcie pracujemy dla siebie? Tak, tak, Proszę Państwa, mało kto bowiem zauważył, że w dniu 21 czerwca 2012 r. przypadał Dzień Wolności Podatkowej. Według obliczeń ekspertów Centrum im. Adama Smitha, do tego dnia, wszystkie nasze dochody szły na zasilanie budżetu państwa. Taka jest właśnie - statystyczna skala obciążeń podatkowych i innych należności, które płacimy z naszej pracy. Mamy więc gorzej niż chłop pańszczyźniany, który harował na rzecz pana, nie więcej niż dwa razy w tygodniu, to jest 102 dni w roku. My, pracujemy na wydatki rządowe ponad 172 dni !

No, ale za to, nawiązując do Euro, mieliśmy mieć kilka tysięcy kilometrów autostrad, nowe stadiony, lotniska, dworce i coś tam jeszcze …
Euro przeszło i minęło, pozostawiając niedosyt z powodu ostatniego miejsca naszych kopaczy w najsłabszej grupie, ale także, co trzeba przyznać - zadowolenie wielu naszych i przyjezdnych kibiców.

A co z inwestycjami na tę największą imprezę sportową w naszej całej historii ? Cóż, jak to się teraz mówi - nie wszystko wyszło. Owszem; lotniska, jak się patrzy, wielkie stadiony i wypucowane dworce kolejowe, choć tylko w miastach, gdzie rozgrywano mistrzowskie mecze.

I co dalej ? Ano nic, chyba, żeby przyjrzeć się kondycji firm, szczególnie wykonawczych, które do ostatniej chwili trwały na posterunku, by wszystko zagrało. O, tutaj nie ma się już czym pochwalić, bo co druga z tych firm popadła w długi i grozi im plajta, bo czegoś tam nie przewidziano, bo ceny wzrosły, bo ktoś z kimś czegoś nie uzgodnił i nie dopilnował. Chodzą też słuchy, że na dokończenie niektórych rozpoczętych robót, zabraknie pieniędzy, co może spowodować, że ulegnie zniszczeniu, to co się już wybudowało.

Czy słyszał ktoś z Państwa o rozliczeniach tych miliardów złotych – na co i dla kogo to w końcu poszło, i kogo już rozliczono ? Ja nie słyszałem, a jeśli coś obiło mi się o ucho i oko, to tylko „Koko, koko Euro spoko”.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 36

Uff, jak gorąco .... nie tylko ze względu na rekordowe upały, jakie nawiedziły nas na przełomie kwietnia i maja, ale ze względu na zakończenie 4-miesięcznej batalii w składaniu rocznych zeznań podatkowych. Dla każdego biura, a więc i naszego, jest to okres wielu zmagań w zbieraniu niezbędnych dokumentów do sporządzenia rocznych zeznań. I gdyby tylko chodziło o rozliczenia działalności gospodarczej, to te są na bieżąco ewidencjonowane w księgach podatkowych i innych rejestrach, i z tym nie ma problemu. Gorzej, gdy na ostatnią chwilę, donoszone są dokumenty potwierdzające rozliczanie remanentów, ulg, zwolnień i odliczeń oraz składanie podpisów podatników pod zeznaniem.

Z tym jest największy kłopot, bo termin goni, i tak naprawdę, w niektórych sytuacjach odnosi się wrażenie, że to bardziej biuru podatkowemu zależy, by uniknąć przykrych konsekwencji z tytułu nieterminowego złożenia zeznania. Ale są to sprawy, które co rok mają miejsce i cóż ... jakoś trzeba sobie radzić, żeby satysfakcja z dobrze wypełnionego obowiązku była zarówno po stronie podatników, biura, a także urzędu skarbowego. Życie toczy się dalej, a więc do następnych rozliczeń za 2012 rok.

Wszystkim, którzy brali udział w tej rozliczeniowej, corocznej kampanii należą się słowa podziękowania i choćby odrobina odpoczynku. A ponieważ pogoda sprzyja, dajmy sobie choć dzień, choć chwilę na wytchnienie, na wypoczynek ... bo podatki to nie wszystko, bo z nimi czy bez nich cieszmy się, że jest maj, a to przecież ponoć najpiękniejsza pora roku.