Pilnuj kosztów, zyski zatroszczą się same o siebie
Andrew Carnegie 

Co w trawie piszczy ...

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 24

Zakończyły się wybory samorządowe, choć w niektórych przypadkach, będzie jeszcze, ich druga tura. Ulice oblepione plakatami, z których uśmiechnięte twarze przyszłych radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów apelują: "głosuj na mnie, jam ci najlepszy, oddaj głos, a spełnię wszystkie marzenia!"
I bądź tu mądry – kogo wybrać? Od nadmiaru szczęścia, aż głowa boli! Dzieje się tak jednak, tylko w połowie głów, które mogłyby głosować, bo jakoś tak się złożyło, że od wielu kadencji – frekwencja sięga zaledwie 50% uprawnionych do głosowania.

A przecież tylko w głosowaniu, większość może wybrać tych, którzy lepiej lub gorzej, ale jednak tworzą organy samorządowe, by podejmować decyzje w imieniu lokalnych społeczności. Decyzje te, dotyczą także uchwalania podatków, bez których budżet danego miasta, czy powiatu byłby zawsze pusty. Wtedy dopiero widać rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami wyborców, a uchwałami podejmowanymi przez ich wybrańców. Ci pierwsi – w większości, chcieliby nie płacić podatków lub płacić je jak najmniejsze. Ci drudzy, by móc się wykazać nowymi drogami, szkołami i czym tam jeszcze – uchwalają jak największe daniny. I jak tu wszystkim dogodzić?

A może jednak, nie chodzi o to, by sobie dogadzać, tylko po prostu – by się pogodzić, że skoro wybieramy naszych reprezentantów, to właśnie oni będą podejmować decyzje w imię naszych wspólnych, a nie jednostkowych celów. Bo jak wiadomo, cele jednych i drugich nie muszą być jednakie, ale podatki, i tak musimy płacić wszyscy.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 23

Nie będzie dziś o tragicznym napadzie na biuro PiS, ciągłej walce o krzyż, katastrofie smoleńskiej, czy walce z dopalaczami. Nie będzie również o zbliżających się wyborach samorządowych. Będzie za to, o zakończonym 16. Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina, który wygrała Rosjanka – Julianna Awdiejewa. Odniosła zwycięstwo, ku zaskoczeniu niemal wszystkich, oprócz – co trzeba koniecznie podkreślić – komisji konkursowej. To właśnie wysokie Jury, złożone z wybitnych, światowej sławy - znawców muzyki Chopina, zadecydowało o przyznaniu najwyższych laurów. I dopiero się zaczęło…

Awantura poszła o to, że miał wygrać zupełnie ktoś inny, a w TVP Kultura, wybitni eksperci wydali już werdykt, że zwycięzca może być tylko albo Austriak I.Wunder, albo Rosjanin D. Trifonow. Zachwycano się ich interpretacją koncertu, polonezów, czy mazurków, choć jak się później okazało, najlepszą była także J. Awdiejewa, tyle że w sonacie, choć o jej mistrzostwie nie wspomniano nawet słowem. Nikt jakby nie zwrócił uwagi na skromną postać Rosjanki, choć - to właśnie ona – zdążyła do tej pory wygrać kilka liczących się konkursów pianistycznych.

No dobrze – ktoś zapyta, ale jaki związek, ma Chopin z podatkami. Ano ma, proszę Państwa i to wcale nie taki daleki. I w muzyce Chopina, i w podatkach, gdzie przecież mamy te same nuty i te same przepisy - najważniejszą sprawą jest ich interpretacja, a nie dosłowne brzmienie. Wszyscy pianiści naciskają palcami obu rąk na te same czarno-białe klawisze, a dodatkowo są jeszcze w użyciu dwa fortepianowe pedały. W podatkach, co prawda pedały się nie liczą, ale artykuły i paragrafy są dla wszystkich te same.

Mimo to, wydawane są nadal różne interpretacje, które powodują, że nigdy, tak do końca nie wiadomo kto wygra – organ podatkowy, czy podatnik ?
Tak, jak w zakończonym konkursie chopinowskim, choć tu, konsekwencje dotyczą raczej - estetycznej natury.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 22

Szara strefa… że jest, każdy wie, ale – jaki ma wpływ na gospodarkę każdego kraju, to już trudno ocenić. A co by było, gdyby szarej strefy nie było?
O!… to już jest pytanie, na które nikt, włącznie z ministrem naszych finansów, nie może odpowiedzieć, z tej prostej przyczyny, że albo nie wie, albo nie chce wiedzieć.

Rozmiar owej "paralelnej gospodarki" szacowany jest w Polsce od 200 do 350 mld złotych rocznie tj. sięga nawet do 30% naszego PKB!!!
Z przeprowadzonych ostatnio badań prof. F. Schneidera wynika, że ponad dwie trzecie zarabianych "na lewo" pieniędzy trafia jednak do gospodarki legalnej, co powoduje jej pobudzanie i łagodzenie recesji. Podziemna gospodarka podnosi też standard życia co trzeciemu pracownikowi, a ludzie z szarej strefy są bardziej pracowici, bardziej zajęci i przez to nie chce się im strajkować. W dobie kryzysu "szara strefa" ogranicza ubóstwo i realne bezrobocie, a zwalniani z pracy pracownicy, nie trafiają na bruk, tylko nadal pracują "na czarno". Czy fiskus tego nie widzi? Widzi, widzi!! Skoro tak, to dlaczego nie wprowadza się powszechnego obowiązku rejestracji każdej transakcji na fakturze lub kasie fiskalnej?

No właśnie; przeprowadzone przez wspomnianego profesora badania wskazują, że gdyby w ogóle zlikwidować "szarą strefę", to tylko jedna czwarta klientów kupiłaby towary lub usługi w legalnym obrocie, a połowa zrezygnowałaby z transakcji i produkt krajowy poleciałby na łeb na szyję.
Oczywiście, szarą strefę trzeba ograniczać, ale z głową. Wojciech Surmacz, autor artykułu "walka z cieniem" w nr 33 "Newsweeka" twierdzi, że dobrym ruchem w tym kierunku jest m.in. wprowadzanie kas fiskalnych, a także uproszczenie przepisów podatkowych, obniżenie podatków, czy eliminowanie marnotrawstwa pieniędzy podatników.

W tym zakresie mamy dużo do zrobienia, bo w ubiegłorocznym rankingu Banku Światowego Paying Taxes w kategorii łatwości płacenia podatków, Polska zajęła 155. miejsce na 183 badanych krajów!

O tym wszystkim wie przecież minister J. Rostowski, a mimo to, walka z "szarą strefą", to głównie gra pozorów obliczona na trwanie status quo, bo tak naprawdę owa "strefa cienia" zasługuje – co najmniej - na tolerancję.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 21

No i mamy półmetek wakacji i okresu urlopowego. Pogoda raczej sprzyja, a więc kto tylko może, korzysta z uroków polskiego morza lub wybiera wypoczynek w górach. Część naszych rodaków wybiera się za granicę, najczęściej do tzw. ciepłych krajów. A to dlatego, że są właśnie ciepłe i właściwe nigdy nam tam nie grozi nagłe załamanie pogody. Niezależnie od wyboru miejsca wypoczynku; i tu, i tam, spotkamy się z naszymi felietonowymi problemami, bo przecież od podatków nigdzie nie uciekniesz.

Cokolwiek kupisz, a tu ci już drukują paragonik z ceną i z podatkiem. W takich na przykład Włoszech, to bez paragonu aż strach wyjść ze sklepu. Musisz go mieć, bo inaczej Guardia di Finanza /Włoska Policja Podatkowa/ czuwa, i można mieć poważne kłopoty za brak dowodu sprzedaży. To klient z paragonem w ręku ma potwierdzić, że dana transakcja miała miejsce. Tym samym, nie zdarza się, by sprzedawca "zapomniał" nabić na kasie, to co sprzedaje.

U nas jest inaczej, bowiem konsekwencje za sprzedaż bez paragonu z kasy fiskalnej, dotykają wyłącznie sprzedawców. Od plaż polskiego Bałtyku, aż po szczyty Tatr, wędrują więc wzmożone zastępy kontrolerów skarbowych, sprawdzając, czy sprzedaż zarejestrowano na kasie fiskalnej. Trwa prawdziwa wojna podjazdowa, kto kogo przechytrzy; sprzedawca kontrolerów, czy kontrolerzy sprzedawców.

I po co ta maskarada? Po co te specjalne akcje i nasilone kontrole w tym właśnie okresie? Przecież może być normalniej, a więc tak jak w innych krajach, nie tylko słoneczną Italię, mając tu na uwadze. Poza tym, naszym urzędnikom skarbowym, też należy się udany letni urlop, a nie tylko udany wynik kontroli.