Pilnuj kosztów, zyski zatroszczą się same o siebie
Andrew Carnegie 

Co w trawie piszczy ...

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 14

Dziś będzie o pogodzie ducha ... ale nie tego świętego, choć Święta za pasem, ale tego od wewnętrznej harmonii duszy i ciała. Ażeby o tym pisać, musi być powód. Tym powodem jest pogoda – rzecz jasna – atmosferyczna.

Mamy grudzień, dni są krótkie, szarugi, słońca raczej nie widać, ptaków nie słychać, „szaro smutno i zima” - jak w piosence G.Turnaua.
A jaka może być pogoda ducha w niepogodę ? - Depresja i przygnębienie, pogłębione świńską grypą, debatami komisji sejmowych, wojnami, nieszczęściami, zmianami klimatu i zapowiedziami zmian w podatkach.... Nic dziwnego, że coś niedobrego zachodzi również w naszym organizmie i psychice. Popadamy wtedy w przygnębienie lub apatię, często jesteśmy rozdrażnieni, brak nam energii, chęci do działania, nie mamy sił ani na życie towarzyskie, ani na realizację codziennych obowiązków, czujemy się bardziej zmęczeni, mniej twórczy i spontaniczni.

Nie wymyślę nic nowego, jeśli powiem, że na te jesienne słoty konieczne są różnego rodzaju „dopalacze”. Ale nie te zakazane, tylko te związane z najlepszym antidotum, jakim są pozytywne myśli i działania. Jak to osiągnąć ? Kilka prostych rad ... bardzo proszę:

W kontaktach międzyludzkich - jeden uśmiech potrafi zdziałać cuda, dlatego zamiast grypą, zarażajmy innych uśmiechem. Człowiek jest w stanie zapanować nad swoim umysłem i ciałem, dlatego poczuj, chciej się poczuć, mimo wszystko szczęśliwym i zaakceptuj samego siebie; to naprawdę dodaje otuchy i odwagi w życiu. Piękno, radość i szczęście jest w środku każdego człowieka, a uśmiechnięte oczy to okno pięknej duszy. To wszystko, to właśnie pozytywne myślenie, które jest najlepszym pomysłem na zapewnienie sobie pogody ducha.

A podatki, które trzeba zapłacić i w tym i w przyszłym roku?! Spokojnie, na to też jest rada. Przyjdź do naszego biura, a pogoda ducha ulegnie radykalnej poprawie.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 13

Początek listopada w Polsce, to dni zadumy nad tym, co ostateczne, bowiem pierwszy dzień miesiąca to Dzień Wszystkich Świętych, a następny, to dzień Zaduszny. Zapytacie Państwo: co ma wspólnego śmierć, z naszymi felietonami /nie tylko/ podatkowymi ? Ano ma, że przypomnę słynne powiedzenie amerykańskiego polityka B. Franklina, iż „tylko dwie rzeczy są pewne – śmierć i podatki”.

Tak jak nieunikniony jest koniec każdego żywota, tak nieuniknione jest nakładanie podatków, co ma potwierdzenie w długiej historii świata. Podatki wprowadzono wcześniej niż wynalazek koła; najpierw w Egipcie, Babilonii i Mezopotamii. Później były Ateny, choć uważano je za raj podatkowy w porównaniu z czasami po podbojach Aleksandra Wielkiego, kiedy daniny te nakładano w niemal dowolny sposób.

A u nas – w Polsce; „świętopietrze”, „poradlne”, „łanowe” „podymne”, „czopowe” „bykowe”, „popiwek” - jakkolwiek tajemniczo nie brzmiałyby te nazwy, wszystkie oznaczają jedno: podatki. Dziś brzmią one bardziej swojsko, ale od ich wielości można dostać zawrotu głowy. Przypomnijmy – podatki dochodowe, rolny, leśny, od towarów i usług, akcyzowy, cło, od posiadania psa, od środków transportowych, od czynności cywilnoprawnych, od gier, darowizn .... no chyba wystarczy !!

Czyżby ? ... a może ktoś mi tu powie, że śmierć nie ma tu swego podatku ? A właśnie, że ma, bo takim podatkiem jest nasz podatek od spadków, którego odpowiednikiem w Stanach Zjednoczonych Ameryki jest wprost nazywany: „death tax” - podatek od śmierci. Dlatego w tych dniach listopadowych, kiedy myślimy o naszych zmarłych i sprawach pewnych i ostatecznych... zadajmy sobie takie oto pytanie: czy można umrzeć bez podatku?

Chyba nie, a wtedy śmierć i podatki nie będą tylko jedynymi na tym świecie – pewnymi rzeczami, ale także związkiem, który przetrwa wszystko.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 12

Oj, ale się narobiło! Polityczne trzęsienie ziemi, dymisje, komisje i scysje. I to przez co? … przez podatki, Proszę Państwa - przez podatki, o których m.in. mowa w naszych felietonach. A że sprawa jest podatkowa, to musi być skomplikowana, i konia z rzędem temu, kto tak naprawdę wie, „o co tu się rozchodzi” – jakby to trafnie ujął niejaki Ferdynand Kiepski w klasyku serialowym.

Tak, jak w znanym przysłowiu; „Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”, tak i w tej sprawie: „Money, money, money” odegrało istotną rolę, z subtelną, acz bezpardonową walką w politycznym tle. „Afera hazardowa”, jak nazwano to wydarzenie, zaczęła się od tego, że jeden pan, drugiemu panu – przy użyciu słów nieparlamentarnych - poskarżył się przez telefon, że trzeci pan chce dodatkowo opodatkować „jednorękich bandytów”, co spowoduje, że zyski z tychże „bandytów” będą mniejsze. Traf chciał, lub nie chciał, że rozmowy te nagrano i przekazano Panu Premierowi, oczekując - czy zrobi z tego właściwy użytek, bo niechby tylko nie zrobił!. W rezultacie, aż sześciu ministrów straciło posady, w tym „Miro” i „Grzesio”, nie mówiąc o „Zbysiu”, który co prawda ministrem nie był, ale podobnie jak jego koledzy, wykazał zbyt wielkie, parlamentarne zaangażowanie kasynowo-salonowymi rozgrywkami.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że ostatecznie, podatki w branży hazardowej zostały jednak podniesione, a w związku z tym, zapytacie Państwo – o co tu chodzi?

Adekwatną do tego pytania wydaje się odpowiedź: jak nie wiesz, to się nie pytaj!! ... bo rozmowa o podatkach, jak i one same - mogą być kontrolowane!!!


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 11

Rok 2009, to rok wielkich rocznic; wybuchu II wojny światowej, obrad okrągłego stołu, powstania rządu Mazowieckiego, upadku muru berlińskiego. Wszystko to ważne, bo po wojnie zmienił się ład polityczny w Europie, a po „wydarzeniach sierpniowych” w Polsce, nastąpiły zmiany ustrojowe w wielu państwach byłego „obozu”.

Wśród natłoku tych uroczystości, ale także licytowaniu się, kto odegrał w tych wydarzeniach ważniejszą rolę, jakby na uboczu pozostawiono fakt, że po 1989 r. rozpoczęła się rewolucja ustroju gospodarczego w naszym kraju. Docenia się lub krytykuje dokonania L. Balcerowicza, b. wicepremiera w rządzie Mazowieckiego, ale jednocześnie całkowicie poszedł w zapomnienie jeden z twórców polskiej „pierestrojki” gospodarczej, jakim był niewątpliwie Mieczysław Wilczek. Co prawda specjalizował się w chemii organicznej i wdrożył do produkcji proszek do prania ixi 65, ale największe zasługi przypisać należy mu za to, że będąc ministrem przemysłu w rządzie F. Rakowskiego przeforsował w Sejmie – rewolucyjną - jak na owe czasy - ustawę o działalności gospodarczej.

Ustawa ta wprowadziła zasadę, że w gospodarce to, co nie jest zabronione prawem, jest dozwolone, a poza tym znosiła większość koncesji oraz limity zatrudnienia. Dzięki nowym przepisom, już w pierwszym roku ich obowiązywania powstało w Polsce 2,5 mln przedsiębiorstw, a w następnym kolejny milion. Funkcjonują one do dziś, rozwijają się, zatrudniają pracowników i opłacają podatki. Roman Kluska przedstawiając swój pakiet powiedział, że tylko za czasów Wilczka nikt nie przeszkadzał przedsiębiorcom.

Niestety od czasów tych reform cofnęliśmy się bardzo. Znowu chce się wszystko regulować urzędowo. Jak powiedział M. Wilczek w jednym z niedawno udzielonych wywiadów: „...ponieważ co drugi urzędnik jest drań, a co trzeci jest głupi, to jest coraz gorzej. Państwo powinno tylko pilnować, żeby była konkurencja, żeby nie było monopoli, żeby prawo było przestrzegane. A tymczasem państwo zawłaszcza gospodarkę. Mamy coraz więcej urzędników, którzy mają coraz większe prawa i którzy walczą z wolnymi przedsiębiorcami”.

Nie ze wszystkimi opiniami b. ministra wypada się dziś zgodzić, jednak z pewnością jego nowatorskie pomysły sprzed 20 lat zasługują również na rocznicowe uznanie.