Pilnuj kosztów, zyski zatroszczą się same o siebie
Andrew Carnegie 

Co w trawie piszczy ...

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 62

Już ponad rok cały świat walczy z wirusem, choć obecnie, szeroka akcja szczepień daje nadzieję, że zagrożenie rozwojem pandemii jest coraz mniejsze. Powoli likwidowane są obostrzenia i przedsiębiorcy z najbardziej narażonych branż wznawiają swą działalność.

W czasie powrotu do normalności, rząd zapowiedział tzw. „Polski Ład”, czyli wprowadzenie rozwiązań, mających na celu wygenerowanie środków na poprawę wielu aspektów naszego życia, w tym ochrony zdrowia, budowę mieszkań, demografię itp.

Wśród zmian w podatkach, projektowane jest m.in. podniesienie kwoty wolnej do 30 tys. zł, wprowadzenie liniowej składki zdrowotnej oraz podwyższenie drugiego progu podatkowego do wysokości 120 tys. zł.

Zapowiadane zmiany idą w kierunku zmniejszenia obciążeń osób o niskich dochodach kosztem tych, którzy osiągają dochody wyższe, czyli od tych „bogatych”, którzy zdaniem premiera „korzystają z naszych dróg, chodników, szkół, służby zdrowia i często jest tak, że nie łożą na to odpowiednio do swoich zarobków” (?!).

Ład, ładem ... ale już pojawiły się niejasności w realizacji tych nowych założeń. Zakłada się bowiem, że zabieranie bogatym środków przeznaczane ma być m.in. na ochronę zdrowia, choć brak jest założeń reformy systemu opieki zdrowotnej, a samo dojście do 7% nakładów na zdrowie planowane jest dopiero na 2027 rok.

Zapisy „Ładu” w sferze podatkowej - zdaniem wielu ekonomistów - wydają się problematyczne. Wymagają one dokonania wielu zmian w systemie podatkowo-składkowym poprzez wprowadzanie kolejnych wykluczeń, ulg i zwolnień. Właściwie dla każdej grupy podatników szykowane są nowe rozwiązania oparte na algorytmach i wzorach matematycznych, co dodatkowo skomplikuje system.

Dlatego też, zanim nowy „Polski Ład” wejdzie w życie, warto cierpliwie poczekać. Bo może się okazać, że z obecnych zapowiedzi zostanie niewiele, tak jak z planów dotyczących miliona samochodów elektrycznych, 100 tysięcy mieszkań, flotylli promów ... i wielu innych pomysłów.

Na dziś pewne jest jedno, że podatku dochodowego nie płacą i nie będą płacić ci, którzy nie osiągają żadnych dochodów.

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 61

Epidemia COVID-19 nie gaśnie. Liczne ofiary w ludziach i zamknięcie całych branż, to wielka tragedia dla setek tysięcy rodzin i ogromne straty ekonomiczne dla kraju.

Pomimo tej niezwykle trudnej sytuacji, wdrażane są w szybkim tempie zmiany w podatkach, takie jak m.in. nowy JPK-VAT i symbolika GTU, optymalizacja i schematy podatkowe, mechanizm podzielonej płatności, dokumentacja cen transferowych, opodatkowanie spółek komandytowych, slim VAT, „estońskiego CIT”, nowe zasady ryczałtu, struktury hybrydowe, kasy fiskalne on line, podatek cukrowy, itp.

Jak dotąd zapowiadana jest tylko kolejna tura pomocy dla wielu zagrożonych branż i firm, choć już teraz jest ona niezbędna, niezależnie od oczekiwań na uruchomienie unijnych środków odbudowy.

Oprócz konkretnego materialnego wsparcia, postuluje się też wprowadzenie innych doraźnych form ułatwiających życie przedsiębiorcom w tym trudnym okresie. Wymienić tu można np. zniesienie wielu biurokratycznych obowiązków, wstrzymanie kontroli i sankcji za drobne błędy w rozliczeniach oraz zaniechanie sporządzania i składania dziesiątków statystycznych raportów i sprawozdań. Pod rozwagę można wziąć również pomysł abolicji dla niektórych przedsiębiorców zalegających z opłatami na rzecz ZUS i Państwa oraz stosowanie wszelkich możliwych środków ułatwiających podatnikom utrzymanie płynności finansowej. Jak najszybciej winny być również wprowadzone przepisy regulujące elastyczne warunki zatrudniania oraz zasady powrotu do pracy osób odbywających kwarantannę.

Pandemia powinna być okresem, w którym Państwo przedsiębiorców wspiera, a nie ściga i rozlicza według powszechnie znanych, rygorystycznych zasad.

Od stycznia zapowiadane są powszechne szczepienia i trzeba mieć nadzieję, że służba zdrowia poradzi sobie z zaszczepieniem milionów osób, bo tylko to - według wielu specjalistów – stanowi szansę na szybsze wyjście z epidemicznego kryzysu.

Tymczasem, życzmy sobie zdrowia i szczęścia; by nadchodzące Święta Bożego Narodzenia oraz Nowy 2021 ROK były czasem powrotu do normalności, której nam wszystkim tak bardzo brakuje.

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 60

Dziś dla nas i dla całej gospodarki nie ma nic ważniejszego niż ochrona przed skutkami pandemii. Koronawirus wymyka się spod wszelkiej kontroli, a zapewnienia polityków, że jest w odwrocie, i że jesteśmy w pełni przygotowani na przyjście drugiej fali zachorowań nie znajduje pokrycia w rzeczywistości. Kiedy z powodu COVID-19 mamy dziś skokowe wzrosty zakażeń i zgonów, to sytuacja staje się dramatyczna i tylko to powinna być przedmiotem zainteresowania rządzących.

Tymczasem, w okresie, kiedy można się było przygotować na najgorsze, zajmowano się „wyborami kopertowymi”, zwierzętami futerkowymi, umowami koalicyjnymi, rekonstrukcjami rządu, a w ostatnich dniach - aborcją. Nie udało się za to przygotować na czas personelu medycznego i miejsc opieki dla chorych, nie mówiąc już o całkowitym chaosie służb sanitarnych, które nie ogarniają tego całego epidemicznego bałaganu.

A co z przedsiębiorcami? Mówi się, że drugiego lockdownu nie będzie, bo całkowite zamykanie nawet tylko niektórych branż nie miałoby ekonomicznego uzasadnienia. Ale, z drugiej strony; ogłoszenie dziś całego kraju „czerwoną strefą” powoduje, że klientów, konsumentów i innych nabywców zdecydowanie ubywa. Zmniejsza się przez to zapotrzebowanie na towary i usługi, co prowadzi do wzrostu bezrobocia i trwałej likwidacji wielu podmiotów.

Stąd też, póki trwa pandemia, dajmy podatnikom spokój i nie przeszkadzajmy im w prowadzeniu biznesu. Nie wprowadzajmy zatem już teraz takich pomysłów, jak choćby nabycie kontrolowane, czy też prowadzenie egzekucji poprzez zajmowanie towarów lub pojazdu podatnika. Póki co – wstrzymajmy się z rozliczeniami w ramach nowego JPK, w tym oznaczania towarów symbolami GTU i zgłaszania powiązań między wszystkimi firmami. Porzućmy też na ten czas pomysły wprowadzenia prekluzji dowodowej, to jest zgłaszania przez podatnika - już na etapie kontroli - wszystkich dowodów na swoją obronę, bo później nie będzie można tego uczynić. I nie wyprowadzajmy podatników z równowagi, postulując współpracę organów podatkowych z wojskiem i żandarmerią w celu zwalczania przestępczości i uszczelniania systemu.

Powyższe pomysły i propozycje władzy, to tylko niektóre, spośród setek innych zmian podatkowych, które rząd rozważa wprowadzić już w przyszłym 2021 r.

Dziś w dobie pandemii trzeba uruchomić nowy pakiet pomocowy, nie tylko poprzez kolejne tarcze finansowe dla niektórych branż, ale także wdrożenie innych działań mających na celu zachowanie płynności podatkowej wszystkich podatników i utrzymanie stanowisk pracy. Decyzje powinny dotyczyć np. skrócenia 60-dniowego terminu zwrotu VAT i wykluczenia ich sztucznego przedłużania. Powinna być też stworzona możliwość szybszego uwalniania środków z kont split payment, a także doraźne korzystanie z „ulgi na złe długi”. Koniecznym byłoby również wprowadzenie jakiejś formy pomocy zwrotnej poprzez rozkładanie spłat dotacji lub kredytów na długie terminy.

Dziś trzeba ratować gospodarkę, pracowników i przedsiębiorców, a nie wymyślać sposoby zaklejania budżetu za wszelką cenę. A przecież tylko rząd ma instrumenty, by w sposób sensowny pomagać przedsiębiorcom, bo bez nich same maseczki, dystans i dezynfekcja nie pomogą w opanowaniu kryzysu.

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 59

Niestety, koronawirus nadal w natarciu, choć z zapowiedzi polityków przed wyborami prezydenckimi wynikało, że zaraza jest już w odwrocie i nie ma się czego obawiać. Nastąpiło więc społeczne poluzowanie, stąd ilość nowych zakażeń ostatnio się zwiększa w porównaniu z okresem tzw. lockdownu.

Nie ma natomiast poluzowania w wypełnianiu obowiązków podatkowych. Można nawet zauważyć, że obowiązków tych wyraźnie przybywa i spadają one głównie na osoby rozliczające podatki.

Cyfryzacja procesów rozliczeniowych, to cała masa nowych obowiązków, których ciężar ponoszą służby księgowe. I nie chodzi tu tylko pracochłonność, która pomimo cyfryzacji paradoksalnie wzrosła, a nie zmalała. Przede wszystkim zwiększył się stopień odpowiedzialności za prawidłowość rozliczeń. Teraz właściwie karze się za każdy błąd w księgowaniu w ramach tzw. „500-”.

Oczywiste jest, że wszystkie zmiany i dodatkowe obciążenia są obowiązkiem służb księgowych i biur rachunkowych, bo skoro powierzyli księgi profesjonalistom, to właśnie oni ponoszą z tego tytułu odpowiedzialność. Z drugiej jednak strony, nowe obowiązki wymagają znacznie większego zaangażowania w obsłudze księgowej.

Warto też zauważyć, że stopniowo - ciężar weryfikacji rozliczeń przesuwa się na podatnika, czego spektakularnym przykładem jest wykazanie tzw. należytej staranności przy zawieraniu umów i realizacji transakcji w świadczeniu usług niematerialnych. Należytą staranność kiedyś badał fiskus, a teraz, to podatnik lub biuro podatkowe ma ocenić, czy działania w tym zakresie były staranne. I próżno wymusić na organie podatkowym, by ten podał kryteria tejże staranności, których zastosowanie powinno podatnika chronić.

W okresie trwającej epidemii organy podatkowe powinny mieć na uwadze, iż skuteczność systemu podatkowego i kondycja budżetu, to przede wszystkim ułatwienie działań przedsiębiorców, którzy są przecież głównym źródłem generowania dochodu. To oni przede wszystkim ponoszą i będą ponosić skutki gospodarczego szoku, rozmrażania gospodarki oraz reformowania gospodarki po okresie zarazy.

Według wielu opinii, w najbliższym czasie należy się liczyć z ograniczeniem wydatków socjalnych, podnoszeniem podatków, dalszym uszczelnianiem systemu podatkowego poprzez komplikowanie prawa oraz bezwzględną egzekucją wszelkich zobowiązań.

Dziś, w okresie pandemii, sformułowanie „wymazać kogoś” oznacza przeprowadzenie testów na obecność koronawirusa.

Życzmy sobie, by powyższe sformułowanie nigdy nie powodowało „wymazywania” przedsiębiorców w okresie wychodzenia z pandemii oraz przede wszystkim tego by zaraza wreszcie się skończyła.