Pilnuj kosztów, zyski zatroszczą się same o siebie
Andrew Carnegie 

Co w trawie piszczy ...

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 59

Niestety, koronawirus nadal w natarciu, choć z zapowiedzi polityków przed wyborami prezydenckimi wynikało, że zaraza jest już w odwrocie i nie ma się czego obawiać. Nastąpiło więc społeczne poluzowanie, stąd ilość nowych zakażeń ostatnio się zwiększa w porównaniu z okresem tzw. lockdownu.

Nie ma natomiast poluzowania w wypełnianiu obowiązków podatkowych. Można nawet zauważyć, że obowiązków tych wyraźnie przybywa i spadają one głównie na osoby rozliczające podatki.

Cyfryzacja procesów rozliczeniowych, to cała masa nowych obowiązków, których ciężar ponoszą służby księgowe. I nie chodzi tu tylko pracochłonność, która pomimo cyfryzacji paradoksalnie wzrosła, a nie zmalała. Przede wszystkim zwiększył się stopień odpowiedzialności za prawidłowość rozliczeń. Teraz właściwie karze się za każdy błąd w księgowaniu w ramach tzw. „500-”.

Oczywiste jest, że wszystkie zmiany i dodatkowe obciążenia są obowiązkiem służb księgowych i biur rachunkowych, bo skoro powierzyli księgi profesjonalistom, to właśnie oni ponoszą z tego tytułu odpowiedzialność. Z drugiej jednak strony, nowe obowiązki wymagają znacznie większego zaangażowania w obsłudze księgowej.

Warto też zauważyć, że stopniowo - ciężar weryfikacji rozliczeń przesuwa się na podatnika, czego spektakularnym przykładem jest wykazanie tzw. należytej staranności przy zawieraniu umów i realizacji transakcji w świadczeniu usług niematerialnych. Należytą staranność kiedyś badał fiskus, a teraz, to podatnik lub biuro podatkowe ma ocenić, czy działania w tym zakresie były staranne. I próżno wymusić na organie podatkowym, by ten podał kryteria tejże staranności, których zastosowanie powinno podatnika chronić.

W okresie trwającej epidemii organy podatkowe powinny mieć na uwadze, iż skuteczność systemu podatkowego i kondycja budżetu, to przede wszystkim ułatwienie działań przedsiębiorców, którzy są przecież głównym źródłem generowania dochodu. To oni przede wszystkim ponoszą i będą ponosić skutki gospodarczego szoku, rozmrażania gospodarki oraz reformowania gospodarki po okresie zarazy.

Według wielu opinii, w najbliższym czasie należy się liczyć z ograniczeniem wydatków socjalnych, podnoszeniem podatków, dalszym uszczelnianiem systemu podatkowego poprzez komplikowanie prawa oraz bezwzględną egzekucją wszelkich zobowiązań.

Dziś, w okresie pandemii, sformułowanie „wymazać kogoś” oznacza przeprowadzenie testów na obecność koronawirusa.

Życzmy sobie, by powyższe sformułowanie nigdy nie powodowało „wymazywania” przedsiębiorców w okresie wychodzenia z pandemii oraz przede wszystkim tego by zaraza wreszcie się skończyła.

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 58

"Koronawirus". Dziś, nie ma nic ważniejszego, od walki z tym zagrożeniem wywołującym groźną chorobę. Wprowadzone restrykcje w postaci zamknięcia placówek gastronomicznych, szkół, teatrów i kin oraz ograniczenia w handlu i transporcie mają na celu zahamowane rozprzestrzeniania się zarazy. Po raz pierwszy w historii zamknięto urzędy skarbowe, a załatwianie spraw ograniczono do telefonicznych i elektronicznych form kontaktu.

Podejmowanie działania są konieczne, choć nikt nie ma pewności, że wpłyną one i osłabią stan zagrożenia epidemicznego.
Pewne jest natomiast, że dziesiątki tysięcy małych biznesów znajdzie się na krawędzi upadku. Konsekwencje mogą być porażające. Brak obrotów, to brak środków nie tylko dla prowadzących działalność, ale także na wypłaty pracownicze, opłatę podatków, składek i innych zobowiązań, które trzeba regulować. Może się okazać, że wprowadzone restrykcje, nie tylko, że nie zahamują epidemii, to jeszcze doprowadzą do gospodarczego dramatu, bo tysiące biznesów nie da się już reanimować.

Wydaje się, że w tej sytuacji najważniejsze jest, by oprócz działań zapobiegających epidemii, wdrożyć niezwłocznie regulacje wspierające przedsiębiorstwa w celu eliminacji ryzyka ich bankructwa i ochrony miejsc pracy. W szczególności muszą to być działania ukierunkowane na utrzymanie płynności firm w branżach, w których załamał się popyt, bowiem, to nie rentowność, ale brak płynności stanowi zwykle przyczynę bankructwa. Stąd też powszechnym jest postulat, by wprowadzić, i to natychmiast - czasowe rozwiązania dotyczące m.in.: przesunięć terminów płatności podatków i innych należności budżetowych, rezygnacji z podzielonej płatności (split payment), tanich kredytów, ale także powstrzymania się organów od kontroli i wszechogarniających sankcji "za wszystko".

Ekonomiści szacują, że uszczuplenia wpływów budżetu państwa - już tylko z powodu samych skutków "koronawirusa", sięgną nawet 50 mld zł. Stąd też realne, a nie biurokratyczne podejście do działań wspierających przedsiębiorców może stworzyć i zwiększyć szanse, że trwająca epidemia będzie miała dla gospodarki przejściowy oraz mniej dolegliwy charakter.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 57

Koniec roku, to czas podsumowań, choć najwięcej pracy czeka nas podatników dopiero po 1 stycznia 2020 r., kiedy trzeba sporządzić roczne zeznania. Koniec roku to także możliwość wyrażania opinii o warunkach funkcjonowania biznesu, kondycji gospodarki i wdrażanych zmian w tym zakresie.

Czy coś się zmienia, a jeśli tak, to w jakim kierunku zmiany te idą?

Nadal, dużo kontrowersji wzbudza zasadność wprowadzenia „500+” dla wszystkich. I dla tych, którym brak jest zaradności życiowej, czy też chroniczna niechęć do regularnej pracy i ułożenie sobie życia z socjalu. I jednocześnie dla tych, dla których 500 zł nie ma jakby większego ekonomicznego znaczenia.

Przeznaczanie wydatków w formie „500+” miało wpłynąć pozytywnie na demografię i ograniczenie ubóstwa, ale według bieżących badań - nic z tego nie wyszło. Zrozumieć też trzeba jednego z przedsiębiorców, który na jednym z portali wyraża się wprost, że „nie życzy sobie, aby jego podatki trafiały jako socjal do glazurnika kładącego płytki u sąsiada, teoretycznie bezrobotnego, a w rzeczywistości zarabiającego więcej ode mnie”.

Dla wielu, zwłaszcza tych małych przedsiębiorców - problemem w 2020 r. będzie drastyczne podniesienie minimalnego wynagrodzenia za pracę z kwoty 2.250 zł do 2.600 zł, to jest aż o 15,6%. Jeśli bowiem pracownik z najniższym dotąd wynagrodzeniem będzie otrzymywał o 350 zł więcej, to i pozostałym również trzeba podwyższyć pensje, bo pensje dla osób bardziej wykwalifikowanych muszą być stosunkowo większe w stosunku do najniższej płacy.

Wiadomo, że dla pracowników to świetna wiadomość, tylko co mają zrobić przedsiębiorcy, będący pracodawcami, których się nikt nie pytał w tej kwestii o zdanie, a już na pewno nie podpowiedział - skąd wziąć pieniądze na te zwiększone koszty.

Należy się zatem liczyć, że podwyższenie płacy minimalnej napędzi i tak gwałtownie rosnące ceny, które daleko odbiegają od oficjalnych statystyk, bo np. wiadomo, że nie zdrożeją nagle lokomotywy, ale usługi już tak, i to w stopniu podobnym, jak wzrost minimalnego wynagrodzenia.

Zmieńmy troszkę temat ze spraw tych bieżących na zagadnienie bardziej ogólne, mogące mieć jednak wpływ na konkretną działalność każdego podatnika. Dotyczy to konstytucji, ale nie tej Konstytucji RP, ale dokumentu zwanego „Konstytucją biznesu”. Proszę zapytać podatnika - przedsiębiorcę, ale także urzędnika fiskusa czy wie - jak działa w praktyce ten fundamentalny dokument. Niestety; pytanie to wydaje się raczej retoryczne, bowiem Konstytucja biznesu, jako urzeczywistnienie idei wspierania i sprzyjania przedsiębiorczości - w rzeczywistości jest pustym frazesem. Jej główne założenia oparte na nowych relacjach pomiędzy podatnikiem, a urzędem stały się mrzonką. W dalszym ciągu uznaniowość i arbitralność organów podatkowych, ale też aprobowanie takich zachowań przez większość sądów powoduje, że podatnik nie jest dla organu żadnym partnerem.

Zasada, że wątpliwości, powinny być rozstrzygane na korzyść podatnika - jak była, tak jest ignorowana. Dominuje za to ciągły nacisk na sankcjonowanie każdego błędu, każdej nieprawidłowości, która nie tylko podatnikowi może się zdarzyć. Pod pretekstem uszczelniania systemu wprowadza się różnego rodzaju optymalizacje i schematy, których ani podatnicy, ani urzędnicy do końca pojąć nie mogą.

A wszystko to regulowane jest wątpliwej jakości przesłankami odpowiedzialności, jak choćby te z art. 105a ustawy o VAT, który przewiduje solidarną odpowiedzialność w zależności od tego, czy „podatnik wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać”, że cała kwota za dostawę nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego.

Żegnając upływający 2019 rok i parafrazując powyższy przepis pragniemy wskazać, że, co prawda - my nie wiemy i nie mamy uzasadnionych podstaw do tego aby przypuszczać, jaki będzie rok 2020, to jednak życzmy sobie nawzajem dużo zdrowia oraz pomyślności, a także satysfakcjonujących efektów w prowadzeniu biznesu, mając jak zwykle nadzieję, że będzie lepiej.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 56

Zapowiedzi wprowadzania ułatwień finansowych, pobudzenie aktywności biznesowej i eliminacja nadużyć podatkowych, to cele, które miały prowadzić do prostszego, przejrzystego, przyjaznego i przemyślanego systemu podatkowego.

Z perspektywy przedsiębiorstw - tych oczekiwanych zmian jakby nie widać, za wyjątkiem działań zwanych uszczelnieniem systemu podatkowego. Do nich należą różnego rodzaju optymalizacje, jednolite pliki kontrolne, schematy podatkowe, split paymenty, ograniczenia płatności gotówkowej …, a do tego RODO oraz przepisy o praniu brudnych pieniędzy.

Potwierdza to praktyka stosowania prawa, a w niej poniższe przykłady:
podatnik wystawił fakturę z VAT, ale okazało się po kontroli, że czynność nie podlega opodatkowaniu tym podatkiem. No to podatnik, zgodnie z ustaleniami organu sporządził po kontroli korektę i złożył wniosek o zwrot nadpłaty, bo zapłacił więcej niż trzeba. I tu spotkała go niespodzianka, bowiem urząd naliczył mu 20% sankcji za zawyżenie VAT. Nie wiadomo; cieszyć się, czy płakać …?

Kolejny przypadek:
podatnik od lat współpracuje z innym przedsiębiorcą - ekspertem, którego działania mają wpływ na większe obroty u tego pierwszego. A że ekspert wykonuje usługi niematerialne (próby technologiczne), bazując na swoim doświadczeniu i kwalifikacjach, to poza umową ze zleceniodawcą, dowodami podróży (delegacje), zeznaniami kooperantów, wystawieniem faktur, otrzymywaniem płatności przelewem - nie ma innych materialnych dowodów na wykonywanie swych usług. Bo nie zawsze można mieć dowód materialny na coś, co jest niematerialne! Tym bardziej, że organ podatkowy nie zechciał podpowiedzieć - jakie to dowody należałoby w tej sprawie okazać? Konsekwencje dla zleceniodawcy; pozbawienie kosztów i prawa do odliczenia VAT-u. Oczywiście u eksperta wystawione faktury z VAT są dla organów jak najbardziej prawidłowe, podobnie jak koszty, choć te zostały podważone u drugiej strony.

Przykład następny:
pracownik polskiej firmy, zatrudniony był w Norwegii u polskiego pracodawcy. Po 10 latach otrzymuje zagraniczny tytuł egzekucyjny, że ma zapłacić podatek, bo pracodawca go nie odprowadził. Jak to ? - przecież na podstawie informacji od pracodawcy, pracownik w odpowiednim czasie złożył zeznanie i rozliczył podatek. Nie, to nic nie znaczy, bo jest międzynarodowy tytuł do ścigania i tylko to się liczy, choć sam naczelnik urzędu skarbowego potwierdza, że do naszego - polskiego podatnika nic nie ma, ale też nie może nic zrobić, bo w Polsce sprawa się przedawniła. Ministerstwo też rozkłada ręce, choć umowa z Norwegią przewiduje brak możliwości podwójnego opodatkowania. I co … nawet Rzecznik Praw Obywatelskich nic nie wskórał, choć wszyscy przyznają, że pracownik, będący polskim podatnikiem zapłacił podatek i powinien być w takich sytuacjach chroniony. A nie jest.

To tylko, kilka aktualnych przykładów funkcjonowania polskiego prawa podatkowego.

Czekając na najbliżej wybory, znów trzeba mieć nadzieję, że oprócz, uszczelniania systemu i innych restrykcyjnych rozwiązań, znajdą się w nowym Sejmie siły, które zrozumieją potrzebę pomocy polskim podatnikom - także na gruncie obowiązującego dziś prawa.