Pilnuj kosztów, zyski zatroszczą się same o siebie
Andrew Carnegie 

Co w trawie piszczy ...

Felieton /nie tylko/ podatkowy - 75

Najlepiej zapytać… zanim będzie za późno

W pracy biura podatkowego jest pewien szczególny moment. Klient przychodzi, kładzie na biurku dokument i mówi: – Proszę powiedzieć, jak to teraz rozliczyć. No to odpowiadamy – oczywiście, od tego przecież jesteśmy.

Czasami jednak, patrząc na dokument, człowiek ma ochotę zapytać: – A nie można było przyjść z tym pytaniem… tydzień wcześniej? Bo w podatkach czas ma swoje znaczenie.

Jeżeli ktoś kupił samochód, nieruchomość, maszynę, sprzedał składnik majątku, przekazał go komuś z rodziny, zawarł nietypową umowę albo podjął ważną decyzję dotyczącą swojej firmy, to po wykonaniu tej czynności możliwości wyboru mogą być już znacznie mniejsze. Przed wykonaniem takiej czynności sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Można usiąść, porozmawiać, przeanalizować kilka wariantów i zastanowić się, jakie będą konsekwencje podatkowe każdego z nich.

I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe doradztwo podatkowe. Bo księgowość bardzo często zajmuje się tym, co już się wydarzyło, a doradztwo powinno być również tym, co pomaga zdecydować, co dopiero ma się wydarzyć.

Przez lata pracy w biurze mieliśmy okazję przekonać się, że rzeczywistość gospodarcza potrafi dostarczyć pytań, których nie przewidziałby nawet najbardziej pomysłowy autor przepisów podatkowych. Kiedyś pojawiła się kwestia pieniędzy, których źródłem miała być wygrana miliona w Lotto. Niby wszystko jasne. Tyle tylko, że wygrana miała miejsce… kilkadziesiąt lat wcześniej. I nagle proste z pozoru pytanie „skąd są te pieniądze?” przestało być wcale takie proste. Bo w podatkach nie zawsze wystarczy wiedzieć, skąd coś się wzięło. Czasami trzeba jeszcze umieć to odpowiednio wykazać.

Innym razem potężna ulewa doprowadziła do zniszczenia magazynu. Sytuacja wydawała się oczywista. Były szkody, były straty, były dokumenty. Ale pojawiło się pytanie, czy rzeczywiście w tej konkretnej miejscowości mogło padać aż tak intensywnie. Trzeba było więc sięgnąć do danych Instytutu Meteorologicznego, aby uprawdopodobnić ten potop. I człowiek po takich doświadczeniach zaczyna rozumieć, że w podatkach nawet deszcz czasami potrzebuje dokumentacji.

Oczywiście nie zawsze klient ma obowiązek wiedzieć, że powinien wcześniej zapytać. Przedsiębiorca zajmuje się swoją firmą. Kupuje towary, sprzedaje produkty, zatrudnia ludzi, inwestuje, podpisuje umowy. Nie musi przecież znać wszystkich przepisów podatkowych. Od tego są między innymi księgowi i doradcy podatkowi.

I dlatego czasami najważniejszą informacją, jaką można przekazać klientowi, nie jest odpowiedź na pytanie: „Jak to zaksięgować?” ale: „Proszę jeszcze niczego nie podpisywać. Najpierw porozmawiajmy.” To jedno zdanie może być warte znacznie więcej niż późniejsze mozolne poszukiwanie sposobu na naprawienie decyzji podjętej bez konsultacji.

Są oczywiście też takie sytuacje, w których po fakcie również można wiele zrobić. Dokumenty można przeanalizować. Można sprawdzić przepisy i poszukać rozwiązania. Można też czasami skorygować wcześniejsze rozliczenia.

Ale doradca podatkowy ma wtedy trochę trudniejsze zadanie. Zamiast pytać: „Jak zrobić to najlepiej?” musi czasami odpowiedzieć na pytanie: „Jak teraz zrobić to najlepiej z tego, co już zostało zrobione?” A to jednak nie jest dokładnie to samo.

Przez ponad trzydzieści lat pracy w naszym biurze mieliśmy okazję obserwować tysiące takich sytuacji. I chyba właśnie doświadczenie nauczyło nas, że dobra obsługa podatkowa nie kończy się na prawidłowym zaksięgowaniu dokumentu.

Faktura, umowa czy rachunek są często końcowym dokumentem pewnej decyzji gospodarczej. A zanim ten dokument powstanie, wydarza się przecież cała reszta. Ktoś coś kupuje. Ktoś coś sprzedaje, inwestuje. Ktoś zmienia sposób prowadzenia działalności, czy chce przekazać majątek. I właśnie wtedy jest najlepszy moment na rozmowę z księgowym czy doradcą podatkowym. Nie po to, żeby komplikować życie przedsiębiorcy. Wręcz przeciwnie. Po to, żeby później było mniej komplikacji.

Jest zresztą w tym wszystkim pewien paradoks. Im lepiej wykonana praca doradcza, tym mniej ją później widać. Jeżeli dzięki wcześniejszej rozmowie klient wybierze właściwy sposób przeprowadzenia transakcji, prawidłowo ją udokumentuje i uniknie problemu, to później nie ma żadnej spektakularnej historii. Nie trzeba niczego ratować. Nie trzeba pisać wyjaśnień. Nie trzeba zastanawiać się, co miał na myśli ustawodawca, pisząc to, co napisał. Po prostu wszystko przebiegło tak, jak powinno.

I może właśnie dlatego dobra porada podatkowa przypomina trochę dobrą radę lekarza: lepiej zbadać wcześniej niż później leczyć skutki. W podatkach, podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia, profilaktyka jest zdecydowanie tańsza od leczenia.

Dlatego, jeżeli następnym razem przedsiębiorca będzie chciał zrobić coś nietypowego, podpisać większą umowę, kupić nieruchomość, sprzedać majątek firmy czy przeprowadzić inną ważną operację gospodarczą, być może warto najpierw wykonać jeden prosty telefon. Nie po to, żeby zapytać: „Jak to zaksięgować?” Tylko: „Jak najlepiej zrobić to od strony podatkowej?”.

Bo czasami najlepszą usługą biura podatkowego jest nie to, że prawidłowo rozliczyło zdarzenie. Tylko to, że pomogło sprawić, aby to zdarzenie od początku zostało przeprowadzone prawidłowo.

     A wtedy pozostaje już tylko zaksięgować fakturę.
     I oby jak najczęściej właśnie na tym się kończyło.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 74

KSeF, czyli miało być gorzej.

Koniec maja 2026, ma w naszym biurze podatkowym szczególny smak. Zeznania roczne zostały złożone, najgorętszy okres minął, segregatory odetchnęły, a ekspres do kawy może wreszcie pracować w trybie mniej bojowym.

Oczywiście tylko teoretycznie.

Bo oto płynnie weszliśmy w kolejny etap podatkowej rzeczywistości, czyli oswajanie KSeF.
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu wielu przedsiębiorców reagowało na to hasło podobnie jak na prognozę bardzo kosztownego remontu:
– „Na pewno będzie przesunięcie.” – „To się nie uda.” – „System się zawiesi pierwszego dnia.” – „Mój komputer tego nie wytrzyma.”

Tymczasem rzeczywistość okazała się… zaskakująco spokojna.

Nie idealna, oczywiście. Nadal pojawiają się pytania, niepewności, problemy techniczne i sytuacje, w których człowiek po raz kolejny odkrywa, że komputer wykonuje dokładnie to, co mu polecono – niestety nie zawsze to, co mieliśmy na myśli.

Ale uczciwie trzeba przyznać: mogło być gorzej.

Prawie rok przygotowań zrobił swoje. Testy, szkolenia, rozmowy z Klientami, poprawki programów, kolejne aktualizacje i nieśmiertelne pytanie:
„A czy to już działa?”

Dziś można powiedzieć, że działa. Czasem bardziej entuzjastycznie, czasem mniej, ale jednak działa.

Co ciekawe, także przedsiębiorcy podeszli do zmian z większym spokojem niż można było przypuszczać. Być może wszyscy osiągnęliśmy już taki poziom doświadczenia podatkowego, że nowe obowiązki przyjmujemy podobnie jak kierowcy kolejne remonty dróg: nie pytamy już „dlaczego”, tylko którędy najlepiej objechać.

Na razie również fiskus patrzy na całość z pewnego dystansu. I chyba dobrze. Wszyscy zdają sobie sprawę, że przy tak dużej zmianie potrzebny jest czas na nauczenie się nowych zasad. Trudno przecież oczekiwać, by po latach tradycyjnego obiegu dokumentów każdy przedsiębiorca w jednej chwili stał się specjalistą od cyfrowego raportowania.

Choć trzeba przyznać, że współczesny przedsiębiorca posiada dziś imponujący zestaw kompetencji: prowadzi firmę, analizuje koszty, śledzi zmiany przepisów, zna podstawy informatyki, czasem psychologii, a przy okazji orientuje się jeszcze w platformach elektronicznych, podpisach cyfrowych i aktualizacjach systemów.

Dawniej wystarczał kalkulator i pieczątka. Dziś momentami przydałby się jeszcze dział IT i lekkie wsparcie terapeutyczne.

Patrząc jednak spokojnie na ostatnie miesiące, można dojść do wniosku, że przedsiębiorcy i biura podatkowe mają jedną niezwykłą cechę: potrafią przystosować się praktycznie do wszystkiego.

Nowe deklaracje? Damy radę. Nowe interpretacje? Przeczytamy. Nowe systemy? Nauczymy się.
Kolejna aktualizacja programu o godzinie 16:55?
Tu już emocje bywają większe, ale ostatecznie również sobie poradzimy.
I może właśnie to jest najważniejsze.
Bo choć przepisy się zmieniają, systemy ewoluują, a cyfryzacja coraz śmielej zagląda do codziennej pracy przedsiębiorców, to doświadczenie nadal pozostaje wartością, której nie zastąpi żadna platforma.

A reszta?
Reszta – jak zwykle – zostanie rozliczona.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 73

Wiosna, podatki i inne zjawiska nadprzyrodzone

W przyrodzie nic nie ginie, tak jak w podatkach - co najwyżej- chyba, że zmienia się interpretacja.

Początek roku to dla przedsiębiorców czas podsumowań. A dla naszego biura – sezon wysokogórski bez liny asekuracyjnej. Zamykamy rok, liczymy, sprawdzamy, poprawiamy, upewniamy się, że to co miało być kosztem – jest kosztem, a to co miało być przychodem – nie zaskoczy nas po kontroli.

W międzyczasie gdzieś w tle delikatnie pulsuje hasło: Krajowy System e-Faktur, a więc coś pomiędzy miejską legendą a nieuchronnym przeznaczeniem. Jedni przedsiębiorcy traktują go jak odległą galaktykę – „kiedyś się tym zajmiemy” albo, że „tym się zajmie biuro”, a znów inni z nadzieją pytają, czy może „znowu przesuną”. A my, zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania do spokoju legislacyjnego, przygotowujemy się na wszystko.

Prasa ekonomiczna donosi o kolejnych wyrokach, sporach z fiskusem, nowych stanowiskach organów i projektach zmian. Czasem można odnieść wrażenie, że ustawy podatkowe mają większą dynamikę niż trendy w mediach społecznościowych. Różnica jest tylko taka, że za „odfollowowanie” (ignorowanie) przepisu grożą nieco poważniejsze konsekwencje.

Do tego dochodzą klasyki gatunku: składka zdrowotna, która potrafi zaskoczyć bardziej niż rachunek za prąd, amortyzacja, w tym samochodów w działalności, które – w zależności od konfiguracji – bywają bardziej prywatne niż służbowe, no i interpretacje indywidualne, które czasem wyjaśniają wszystko, a czasem otwierają nowy rozdział w dziedzinie filozofii podatkowej.

A jakby tego było mało – w naszym mieście przez cztery dni była awaria sieci ciepłowniczej i nie było ciepła, choć z przymrużeniem oka można powiedzieć, że chłodna atmosfera sprzyja koncentracji.

Terminy jednak, w przeciwieństwie do kaloryferów, pozostały gorące. I choć temperatura w biurze przypominała bardziej styczeń w archiwum niż komfortowe warunki pracy, rozliczenia zostały wykonywane są ciągle na czas. Najwyraźniej doświadczenie zawodowe generuje własne źródło energii.

Patrząc z boku można by zapytać: jak w tym wszystkim odnajdują się przedsiębiorcy?

Otóż… przedsiębiorcy robią swoje. Sprzedają, produkują, świadczą usługi, zatrudniają ludzi, inwestują. I bardzo dobrze. Gdyby mieli jeszcze na bieżąco analizować wszystkie zmiany w przepisach, musieliby prowadzić równolegle drugą działalność – ekspercką. I tu wchodzimy my – całkiem profesjonalnie, bez peleryny, choć czasem w warunkach arktycznych.

Zbliża się wiosna. W przyrodzie wszystko zacznie się budzić do życia. W podatkach – wszystko już od dawna nie śpi. Ale wiosna ma jedną zaletę: daje poczucie nowego początku. Być może przepisy nie staną się prostsze. Być może interpretacje nadal będą zaskakiwać. Być może pojawi się kolejny „projekt uproszczeń”, który będziemy czytać z należytą ostrożnością.

Jedno jednak pozostaje pewne: w świecie, w którym stabilność prawa bywa wartością sezonową, stabilne biuro podatkowe to inwestycja całoroczna.

A jeśli kolejne zmiany znów nadejdą nagle – proszę się nie martwić.
Mamy doświadczenie. Mamy procedury. I – w razie potrzeby – ciepłe swetry.
Wiosna idzie. A my, jak zawsze, jesteśmy gotowi.


Felieton /nie tylko/ podatkowy - 72

Wiosna, to najgorętszy okres pracy w biurach rachunkowych z uwagi na to, że trzeba zebrać całoroczne dane i rozliczyć miniony rok podatkowy. Co prawda urzędy skarbowe oferują usługę „Twój PIT”, ale nie dla wszystkich. Nie mogą z niej skorzystać np. przedsiębiorcy i osoby wynajmujące mieszkania, czy też sprzedający nieruchomości.

Z tego powodu, pracownicy biur oczekują, by podatnicy w miarę szybko dostarczali spisy z natury i wszystkie inne dokumenty związane z ulgami i odliczeniami, które są niezbędne do sporządzenia rocznych zeznań.

Myli się jednak ten, kto myśli, że zwykle po 30. kwietnia następuje w biurach błogi okres nicnierobienia, bo przecież na bieżąco i w ściśle określonych terminach należy księgować i archiwizować transakcje, sporządzać sprawozdania, bilanse, naliczać płace, składki ZUS, rozliczać delegacje, urlopy, zwolnienia itp.

No, a przede wszystkim musimy na bieżąco obserwować zmiany w przepisach, ich często zmieniające się interpretacje oraz przewidywać oraz planować to, co za chwilę może wejść w życie. A zatem ważne jest, co dzieje się w Sejmie i w Senacie, w orzecznictwie administracyjno-sądowym, a także, czy ostatecznie Prezydent zaakceptuje uchwalone zmiany w podatkach. Także te, które od dawna są zapowiadane, jak np. w rozliczaniu składki zdrowotnej, czy też prawdziwej rewolucji związanej z wprowadzeniem w 2026 r. krajowego systemu e-faktur, który to system wymaga wielu szkoleń i przetestowania właściwego oprogramowania.

Tegoroczna wiosna, to także ważny okres w kontekście wyborów Prezydenta RP, który w stanowieniu prawa, także podatkowego odgrywa szczególną rolę, a pomysły na podatki u wielu kandydatów na ten najwyższy urząd w Państwie są - delikatnie mówiąc - nieprzewidywalne.

Póki co, cieszmy się z zapowiadanej ładnej pogody w Święta Wielkanocne, życząc sobie nawzajem zdrowia i pomyślności ... a sprawy podatkowe zostawmy na później.